Kiedy myślimy o polskim wkładzie w światowe dziedzictwo, do głowy przychodzi nam Chopin, pierogi i… oczywiście bitwa o miejsce na plaży we Władysławowie. Kto by pomyślał, że nasz ukochany, wakacyjny sport narodowy doczeka się w końcu swojego muzycznego pomnika? Piotr Pręgowski z propozycją „Parawany Tango” udowadnia, że w eurowizyjnym wyścigu do Wiednia możemy zawalczyć bronią, której nikt inny nie posiada: bezlitosnym, bałtyckim folklorem w rytmie namiętnego tańca!
Od ławeczki w Wilkowyjach na europejskie salony
Piotr Pręgowski to postać, której polskiemu widzowi przedstawiać absolutnie nie trzeba. Aktor o gigantycznym vis comica postanowił jednak udowodnić, że drzemie w nim również sceniczne zwierzę, gotowe pożreć największe europejskie festiwale. „Parawany Tango” to muzyczna propozycja z potężnym przymrużeniem oka, która idealnie wpisuje się w eurowizyjny nurt wybitnych „joke entries”.
Cześć! Jesteśmy Stowarzyszenie
Dom Kultury Niezależnej!
Podaruj nam 1,5%!
Nasz KRS 0000543423.
Dziękujemy!
Zamiast śpiewać o złamanym sercu, egzystencjalnym bólu czy pokoju na świecie (czego na Eurowizji mamy co roku na pęczki), Pręgowski uderza w tony bliskie sercu i ręcznikowi każdego Polaka na wakacjach.
Choreograficzny potencjał, czyli bitwa na drewniane kołki
Zaledwie wyobraźmy sobie ten potencjał inscenizacyjny na potężnej, wiedeńskiej scenie! Zamiast wiatraków, ciężkiego dymu i smutnych tancerzy współczesnych wijących się po podłodze, wjeżdżają kilometry piaszczystego, kolorowego materiału. Tancerze uzbrojeni w drewniane młotki do wbijania parawanów odstawiają namiętne tango, walcząc o strategiczne terytorium tuż przy wejściu na deptak.
W samym środku on, Piotr Pręgowski, w roli plażowego Casanovy z turystyczną chłodnią, dyrygujący tym radosnym chaosem z wdziękiem i dystansem. Europa nie wiedziałaby, co ją uderzyło, ale z pewnością nie mogłaby oderwać wzroku od telewizorów.
Przepis na gigantyczny viral?
Z pozoru to tylko żart z nadbałtyckich kurortów, ale historia Eurowizji uczy nas jednego: ten konkurs wprost ubóstwia radosne absurdy i wirale. Kiedy połowa stawki będzie raczyć widzów poważnymi, patetycznymi balladami, Pręgowski serwuje energetyczny powiew nadmorskiej bryzy (i w domyśle: zapach smażonej flądry z frytkami).
W świecie, który bywa obecnie aż nadto poważny i przytłaczający, „Parawany Tango” to autoironiczny pstryczek w nos dla naszych narodowych przywar. Niezależnie od tego, jak ostatecznie potoczą się preselekcyjne losy, jedno jest pewne – w kategorii najbardziej uśmiechniętej i swojskiej piosenki, Polska dorobiła się kandydata, który na plaży we Władysławowie już zdobył absolutne Grand Prix.
I chociaż „Parawany tango” to nie moje klimaty, to jednak…
No cóż. Piosenka ta nie wpisuje się w mój muzyczny gust, to prawda. Gdy pierwszy raz ją odsłuchałam, to nie wiedziałam, jak zareagować. A to dlatego, że uwielbiam serial „Ranczo” i doceniam Piotra Pręgowskiego jako aktora. Lubię też jego dystans do świata i poczucie humoru. Nijak to się nie wpisuje to mojego undergroundu, no ale warto podkreślić, że 71-letni facet potrafi tak na luzie podchodzić do Eurowizji. Zresztą, po panu Piotrze Pręgowskim wieku nie widać, za to widać niesamowitą życiową energię. Uczciwie mówiąc, dla mnie ten kawałek jest ciężkostrawny, ale że konsumowałam i trawiłam go wielokrotnie, to może oznaczać jedno: człowiek, nawet jeśli nie chce i nie musi, to na „Parawany Tango” jednak się skusi!
Artykuł powstał dzięki dotacji przyznanej przez Narodowy Instytut Wolności-Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego.
Tagi: Eurowizja, Eurowizja 2026, NIW - CRSO


Share On Facebook
Tweet It





