Zatykają uszy, kręcą nosem i rzucają wyświechtanymi frazesami. Przeciwnicy muzyki niezależnej mają swój stały, żelazny repertuar wymówek. Bronią się nimi przed każdym dźwiękiem, który nie pasuje do radiowej sztancy. Sprawdzamy, jakie bzdury najczęściej padają z ust obrońców popowego plastiku. Czas brutalnie, ale merytorycznie rozprawić się z mitami o undergroundzie.
„Przecież tego nie da się zanucić”
To absolutnie ulubiony argument bywalców weekendowych dyskotek. Według nich dobra piosenka musi mieć prosty refren. Najlepiej taki z trzema akordami, który da się bezmyślnie wykrzyczeć pod prysznicem. Problem w tym, że muzyka alternatywna nie służy do nucenia przy goleniu. Ona wymaga uwagi. Zmusza do intelektualnego wysiłku i skupienia. Jeśli szukasz prostej melodyjki do windy lub poczekalni u dentysty, włącz komercyjną stację. Niezależni twórcy stawiają słuchaczowi wymagania, zamiast podawać mu gotową, przeżutą papkę.
Cześć! Jesteśmy Stowarzyszenie
Dom Kultury Niezależnej!
Podaruj nam 1,5%!
Nasz KRS 0000543423.
Dziękujemy!
„Grają tak, bo brakuje im warsztatu”
Kolejny klasyk z kanonu mainstreamowych narzekań. Skoro gitara rzęzi, a wokal jest niewyraźny, to na pewno zespół po prostu nie potrafi grać. Nic bardziej mylnego. Wybór brudnego, lo-fi brzmienia to zazwyczaj w pełni świadomy krok estetyczny. To bunt przeciwko sterylnym, przeprodukowanym do porzygu hitom z wielkich wytwórni. W podziemiu często grają świetnie wykształceni muzycy. Mają doskonały warsztat. Po prostu świadomie odrzucają akademicką poprawność na rzecz surowych emocji.
„To jest zwykły, bezsensowny hałas”
Owszem, czasem to jest hałas. Ale ten hałas ma swój konkretny cel. Otaczająca nas rzeczywistość jest głośna, frustrująca i pełna napięć. Twórcy niezależni po prostu to odzwierciedlają. Przester, sprzężenie i dysonans to pełnoprawne środki artystycznego wyrazu. Komercyjny słuchacz panicznie boi się trudnych emocji. Woli uciec w bezpieczny, plastikowy uśmiech z programów śniadaniowych. Dla niego szczery krzyk to po prostu usterka techniczna. Dla artysty z undergroundu – jedyny sposób na prawdę.
„Gdyby byli dobrzy, graliby w telewizji”
Najgłupszy i najbardziej leniwy argument ze wszystkich. Mierzenie jakości sztuki wielkością kontraktu reklamowego to absurd. Popularność to absolutnie nie jest miara talentu. To wyłącznie miara budżetu marketingowego, jaki wpompowano w dany produkt. Sieci fast foodów sprzedają miliardy tanich burgerów rocznie. Czy to znaczy, że serwują najlepsze jedzenie na świecie i zasługują na gwiazdki Michelin? Nie. Są po prostu łatwo dostępne i szybko zapychają żołądek. Dokładnie tak samo działa komercyjna piosenka.
Artykuł powstał dzięki dotacji przyznanej przez Narodowy Instytut Wolności-Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego.
Tagi: felieton, muzyka alternatywna, muzyka niezależna, NIW - CRSO, pop vs alternatywa, przeciwnicy muzyki niezależnej, publicystyka, rynek muzyczny, stereotypy muzyczne, łódzki underground


Share On Facebook
Tweet It





