11 listopada 2020, w trakcie Marszu Niepodległości, doszło do sławetnej „Bitwy pod Empikiem”. W tym momencie patrzę na to wydarzenie pół żartem, pół serio – o ile jestem przeciwna chuligańskim wybrykom, to cała Polska zwróciła swe oczy na EMPIK, co może pobudzić zainteresowanie książkami.
Powyższy materiał pochodzi z profilu gatan89 / Youtube
Tak się zastanawiam, czy człowiek, który w ogóle nie czyta książek, po zobaczeniu relacji z „Bitwy pod Empikiem”, zdobędzie się na odwagę i jednak po jakąś książkę sięgnie. Być może jest to marna nadzieja, ale jednak zawsze jakaś – na poprawę kondycji czytelnictwa w Polsce.
Żyjemy w czasach, w których z niczego już nie można żartować – ludzie przestali mieć dystans nie tylko do samych siebie, ale i do różnych sytuacji. Własnym oczom nie mogłam uwierzyć, że „Bitwa pod Empikiem” faktycznie miała miejsce – ale czemu się dziwić, skoro zdecydowana większość społeczeństwa delektuje się wyłącznie w lekturze gazetek marketowych, od lat panuje moda na owczy pęd, indywidualne myślenie nie jest w cenie, a i po co komu nauka, skoro kasiora w dresiku jest?
Nie gniewajcie się na mnie, ale gdy wyszłam z pierwszego szoku, to szczerze mówię: „Bitwa pod Empikiem” mocno mnie rozśmieszyła. Mówię wyłącznie o tej konkretnej bitwie, nie mam na myśli innych haniebnych wyczynów podczas tegorocznego Marszu Niepodległości. Kiedyś mieliśmy husarię, teraz mamy dresarię. Tylko pytanie jest jedno: kto odpowie za szkody bitewne, skoro nieprzyjaciel był żaden?
Tagi: EMPIK
Share On Facebook
Tweet It





