Prawie na każdym kroku potykam się o ten sam, męczący schemat. W kółko rozlicza się nas najczęściej z szarą, robotniczą przeszłością. Czy kultura w Łodzi musi być aż tak mocno zaangażowana społecznie? Przyznam szczerze, że czuję potężne zmęczenie tymi „tematami miejskimi”. W dzisiejszym felietonie biorę pod lupę ten dominujący trend. Sprawdzam, czy jest tu jeszcze miejsce na czystą formę i sztukę, która niczego nie musi.
Wszechobecny dyktat trudnych spraw
Idziesz na wydarzenie, żeby obcować ze sztuką. Chcesz poczuć coś, co wykracza poza codzienne bicie się z życiem. Zamiast tego dostajesz kolejną, łopatologiczną lekcję miejskiej historii. Oglądasz bolesny dramat o upadku fabryk, który wygląda jak przepisany z podręcznika socjologii. Słuchasz tekstów o trudach życia na starych Bałutach, które brzmią jak zamówienie z urzędu. To wszystko bywa ważne, ale ten wszechobecny ciężar staje się po prostu przytłaczający. Widz czuje się zaszczuty ciągłą potrzebą społecznej edukacji.
Cześć! Jesteśmy Stowarzyszenie
Dom Kultury Niezależnej!
Podaruj nam 1,5%!
Nasz KRS 0000543423.
Dziękujemy!
Sztuka dla sztuki zepchnięta do defensywy
Kiedyś po prostu malowało się obrazy, bo miały w sobie siłę. Dzisiaj panuje presja, by każde dzieło miało „ważny przekaz”. Twórcy, zwłaszcza ci młodzi, czują dziwny przymus dopasowania się do tego tonu. Zwyczajnie boją się robić rzeczy, które są tylko estetycznym poszukiwaniem lub czystą abstrakcją. Czysta forma zeszła na daleki plan. Ustąpiła miejsca twardemu, łódzkiemu realizmowi, który stał się nowym akademizmem. Brakuje nam artystycznego oddechu bez dopisywania do wszystkiego ideologii.
Ucieczka przed urzędowym aktywizmem
Nie każdy artysta musi być społecznym aktywistą na etacie u opinii publicznej. Nie musisz zbawiać Łodzi każdym pociągnięciem pędzla czy uderzeniem w struny. Prawdziwy underground zawsze stał wolnością, a nie wypełnianiem misji narzuconej przez modne trendy. Jako niezależny twórca masz prawo do absolutnego eskapizmu. Masz prawo tworzyć rzeczy, które są kompletnie niefunkcjonalne dla miejskich strategii rozwoju. Sztuka powinna być przestrzenią wolną od debat publicznych i doraźnych interesów.
Znajdźmy wreszcie upragniony złoty środek
Absolutnie nie nawołuję do palenia zaangażowanych płócien czy scenariuszy. Chcę po prostu prawa do różnorodności w naszym mieście. Zostawmy miejsce na te wszystkie bolesne rozliczenia z przeszłością. Pozwólmy jednak oddychać też tym, którzy tworzą bez wielkiej, społecznej misji. Kultura to nie tylko narzędzie do naprawiania świata. Rosnące zmęczenie „tematami miejskimi” to sygnał, że potrzebujemy świeżego powietrza. Czas przewietrzyć nasze galerie i sceny z tego dusznego, zaangażowanego dymu.
Artykuł powstał dzięki dotacji przyznanej przez Narodowy Instytut Wolności-Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego.
Tagi: felieton, niezależna sztuka, NIW - CRSO, sztuka dla sztuki, sztuka zaangażowana, tematy miejskie, underground, Łódź, łódzcy artyści


Share On Facebook
Tweet It





