Włączasz popularną stację radiową i masz wrażenie, że od pięciu lat leci tam jedna i ta sama piosenka. Zmienia się tylko wokalista, świeżo wypluty przez kolejny format talent show. Tymczasem łódzki underground puka do drzwi mainstreamu z genialnym materiałem i odbija się od betonowej ściany. Dlaczego wielkie media tak bardzo boją się muzyki niezależnej? Odpowiedź jest brutalnie prosta. W ich Excelu po prostu nie ma rubryki na sztukę.
Algorytm zamiast gustu
Dyrektorzy muzyczni dużych stacji dawno przestali słuchać muzyki. Oni słuchają już tylko badań rynkowych. Format radiowy to dzisiaj sterylne laboratorium, w którym nie ma miejsca na błędy. Utwór musi być całkowicie bezpieczny. Nie może drażnić, nie może zmuszać do refleksji ani budzić skrajnych emocji.
Jego jedynym zadaniem jest przyjemnie plumkać. Ma być bezinwazyjnym tłem między reklamą leku na wzdęcia a spotem marketu budowlanego. Niezależny artysta, który łamie schematy, to dla mainstreamu intruz. To ktoś, kto sprawi, że znudzony słuchacz w korku nerwowo zmieni stację. A razem z nim uciekną pieniądze reklamodawców.
Cześć! Jesteśmy Stowarzyszenie
Dom Kultury Niezależnej!
Podaruj nam 1,5%!
Nasz KRS 0000543423.
Dziękujemy!
Paniczny strach przed ryzykiem
Komercja dawno przestała kreować jakiekolwiek trendy. Dzisiaj tylko je przeżuwa i wypluwa w najbezpieczniejszej, często ogłupiającej formie. Wielkie wytwórnie płytowe i telewizje nie chcą już inwestować czasu w rozwój artysty. Szukają gotowych, plastikowych i sprawdzonych produktów.
Muzyka alternatywna wymaga uwagi. Zmusza słuchacza do intelektualnego wysiłku. A dla zarządów wielkich mediów myślenie to finansowe ryzyko. Zawsze bezpieczniej jest postawić na dyżurnego wyjadacza, który po raz setny zaśpiewa ten sam, banalny refren na festiwalu w Opolu. Telewizja woli kalkulować, zamiast odkrywać.
Złota klatka z plastiku
Nawet jeśli niezależny zespół z łódzkiej piwnicy jakimś cudem wciśnie się do tej wielkiej machiny, od razu zaczyna się formatowanie. Wygładzanie brzmienia. Wycinanie niewygodnych słów. Skracanie solówek do kilkunastu sekund, żeby utwór ładnie skleił się pod wymogi algorytmów na TikToku.
Komercja wręcz nienawidzi autentyczności. Chce ładnego, wyprasowanego i wystylizowanego buntu, który można szybko sprzedać jako sezonowy gadżet. Prawdziwa, surowa sztuka po prostu śmierdzi im życiem. A na życie w sterylnych, telewizyjnych studiach nie ma miejsca.
Zamknięty obieg pieniądza
Na koniec zostaje jeszcze twarda, bezlitosna ekonomia. Mainstreamowe rotacje radiowe i telewizyjne to zabetonowany układ. Duże wytwórnie mają zaprzyjaźnione festiwale, własne listy przebojów i stałe pule czasu antenowego. To zamknięte koło wzajemnej adoracji.
Niezależny twórca bez potężnego budżetu promocyjnego i układów po prostu nie ma tam czego szukać. I całe szczęście. Dzięki temu prawdziwa muzyka wciąż ma się dobrze. Trzeba jej tylko szukać z dala od telewizora i radiowych hitów robionych od sztancy.
Artykuł powstał dzięki dotacji przyznanej przez Narodowy Instytut Wolności-Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego.
Tagi: felieton, komercja, mainstream, muzyka niezależna, NIW - CRSO, promowanie muzyki, rynek muzyczny, scena alternatywna, stacje radiowe, łódzki underground


Share On Facebook
Tweet It





