Gdzie nie spojrzysz, tam grają z cudzych nut. Te covery to dzisiaj już nie tylko kluby muzyczne, ale przede wszystkim eventy firmowe i szeroko pojęta gastronomia, najczęściej restauracje. Jako menadżer kultury, dziennikarz kultura.fm i zapalony słuchacz patrzę na ten festiwal odgrzewanych kotletów z rosnącym przerażeniem. Dlaczego mówię „nie” coverom? Bo muzyka to nie jest konkurs na najlepszą ludzką szafę grającą. Czas brutalnie wyjaśnić, dlaczego promowanie muzycznych kserokopiarek zabija autentyczność i dusi lokalną scenę.
Zdrada ideałów za ciepłego kotleta
Najbardziej bolesny w tym wszystkim jest jeden, przemilczany fakt. Wiele z tych dzisiejszych, weselno-bankietowych składów ma swoje korzenie w mrocznym undergroundzie. Kiedyś ci sami ludzie grali autorski, zbuntowany materiał w dusznych, łódzkich piwnicach. Mieli pasję i wściekłość. Niestety, ostatecznie wygrała kasa.
Zrozumieli, że łatwiej zarobić na ratę kredytu, brzdąkając klasyki rocka do kolacji, niż walczyć o uwagę słuchacza własnym tekstem. Porzucili dawne ideały. Zamienili artystyczną duszę na stały przelew z restauracyjnej kasy. To najgorszy rodzaj muzycznego konformizmu.
Cześć! Jesteśmy Stowarzyszenie
Dom Kultury Niezależnej!
Podaruj nam 1,5%!
Nasz KRS 0000543423.
Dziękujemy!
Statuetki za cudze nuty. Patologia Fryderyków
Zaraza nie kończy się jednak w tanich restauracjach. Ten rak toczy sam szczyt polskiej branży muzycznej. Spójrzmy prawdzie w oczy i popatrzmy na Fryderyki. Najbardziej „prestiżowe” nagrody w kraju regularnie lądują w rękach artystów za albumy z coverami. Branża z dumą klepie się po plecach za kolejne „projekty tribute” i odświeżanie starych szlagierów.
To jest jawna patologia i upadek branżowych standardów. Dlaczego mówię „nie” coverom w swoich publikacjach? Bo kiedy statuetkę zgarnia płyta złożona z cudzych przebojów, to jest to po prostu naplucie w twarz autentycznym twórcom. Mainstream woli nagrodzić bezpieczną nostalgię, niż docenić ryzyko napisania czegoś własnego. To farsa, a nie święto muzyki.
Tani bilet i bezpieczny zysk w gastronomii
Właściciele knajp i lokali gastronomicznych kochają zespoły coverowe. To czysta matematyka. Znany hit w tle do posiłku sprzedaje najwięcej alkoholu na barze. Tłum gości chce śpiewać tylko to, co już doskonale zna. Patrzę na ten zabetonowany układ z rosnącym zniesmaczeniem.
Organizowanie takich koncertów do przysłowiowego kotleta to pójście na skrajną łatwiznę. To powolne zabijanie kreatywności w mieście. Zamiast budować przestrzeń dla autentycznych twórców z podziemia – tych, którzy szlifują swój materiał często od wielu dekad – miejsca te zamieniają się w biesiadne potańcówki. Stanowczo odmawiam wspierania tego procederu. Zarządzanie kulturą to podejmowanie ryzyka, a nie puszczanie bezpiecznej, komercyjnej taśmy.
Kradzież cudzych emocji
Stojąc pod sceną jako zwykły słuchacz, szukam prawdy. Szukam potu, frustracji i autentycznego przekazu. Kiedy muzyk w wyprasowanej koszuli udaje gwiazdę rocka między przystawką a daniem głównym, czuję wyłącznie zażenowanie. To jest jawna kradzież cudzych emocji. Zastanawiacie się, dlaczego mówię „nie” coverom? Bo szanuję swój słuch. Nie znoszę, gdy traktuje się mnie jak bezmyślnego konsumenta nostalgii. Wolę posłuchać koślawego, ale w stu procentach szczerego utworu. Perfekcyjna, ale kompletnie pusta kopia po prostu mnie usypia.
Szukajcie mnie pod inną sceną
Zespoły kopiujące klasykę to często świetni technicznie instrumentaliści. Mają szybkie palce i bardzo drogi sprzęt. Brakuje im tylko odwagi do opowiedzenia własnej historii. Prawdziwa kultura niezależna opiera się na nieustannym tworzeniu. Właśnie dlatego mówię „nie” coverom z pełną świadomością i premedytacją. Odtwórcy niech dalej bawią gości w restauracjach, walczą o Fryderyki za cudze piosenki i grają na firmowych bankietach. Ja z takich miejsc po prostu wychodzę. Moja uwaga, jako dziennikarza i słuchacza, zawsze powędruje do tych, którzy mają odwagę bronić na scenie własnych dźwięków.
Artykuł powstał dzięki dotacji przyznanej przez Narodowy Instytut Wolności-Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego.
Tagi: autorska muzyka, dlaczego mówię nie coverom, felieton muzyczny, Fryderyki, gastronomia i muzyka, kultura.fm, menadżer kultury, nagrody muzyczne, NIW - CRSO, rynek muzyczny, zespoły coverowe


Share On Facebook
Tweet It





