„Oko karła” to dramat nawiązujący do czasów pandemicznych. Któregoś marcowego dnia 2020 roku świat nagle stanął w miejscu. Ludzie nie wiedzieli, jak reagować na zagrożenia. Wiele osób obawiało się o swoje życie i o życie swoich bliskich. Byli i tacy, którym odebrano możliwość jakiegokolwiek zarobkowania. Kultura była pierwszą zamrożoną branżą.
Kasa dla wybrańców
O ile rząd nie dobijał finansowo instytucji rządowych i samorządowych, które działały w obszarze kultury, to takich ludzi jak ja chciał po prostu tymi swoimi zakazami unicestwić. Okazało się, że żaden z moich projektów nie spełniał wymagań eksperckich. Z tego powodu nie dostałam nawet złotówki dofinansowania. Co gorsza, zbliżałam się do 50-tki, a dla kobiety jest to wiek w zasadzie fatalny pod kątem znalezienia pracy. Takie jak ja, według pracodawców, nadają się tylko na miotłę lub do opieki nad seniorami. Najbardziej irytujące i jednocześnie przygnębiające było to, że rozdawano kasę dla milionerów i dla organizacji powiązanych politycznie z partią dominującą.
Cześć! Jesteśmy Stowarzyszenie
Dom Kultury Niezależnej!
Podaruj nam 1,5%!
Nasz KRS 0000543423.
Dziękujemy!
„Oko karła” – dla kogo jest ten dramat?
Prawda jest taka, że ten utwór dramatyczny pisałam dla samej siebie. Długo zastanawiałam się, czy powinnam go wydawać. Zdarzenia losowe z ostatnich miesięcy sprawiły, że ostatecznie zadecydowałam, że „Oko karła” zostanie wydane w ramach selfpublishingu. Kilka lat wcześniej wydawałam komediodramat i tylko jedno wydawnictwo było zainteresowane jego wydaniem, ale było już za późno, bo wydałam go samodzielnie. Nie denerwuję się, że były potknięcia w procesie wydawniczym i że są błędy w oznaczaniu dramatu w księgarniach internetowych. Jednym z moich błędów jest to, że połasiłam się na szybką okładkę zrobioną przez CANVA AI. Fakt, podoba mi się ta okładka, ale przecież mogłam zrobić ją samodzielnie. Innym zabawnym błędem jest to, że dystrybutor plików oznaczył dramat jako literaturę faktu. Śmieję się, że istnienia karła nie da się zaprzeczyć. Nigdy nie zastanawiałam się, kto będzie chciał przeczytać „Oko karła”. Nie pisałam tego dramatu z myślą o jakimkolwiek zarobku.
Czy ktoś doceni „Oko karła”?
A gdzie tam! Nie piszę tego dlatego, że nie wierzę w swoje dzieła. Po prostu książka niezależna ma bardzo małe szanse na zaistnienie w kulturze masowej. W Polsce zainteresowanie tego rodzaju książką jest znikome. Bez reklamy nigdzie się nie dotrze. Tylko cud może wywlec „Oko karła” na literackie wyżyny!
Artykuł powstał dzięki dotacji przyznanej przez Narodowy Instytut Wolności-Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego.
Tagi: dramat, książka, książka niezależna, literatura polska, NIW - CRSO



Share On Facebook
Tweet It




