Coraz więcej mówi się o potrzebach dziecka wewnętrznego, przez co coraz częściej osoby dorosłe obchodzą Dzień Dziecka — świętują sami dla siebie i dla tego radosnego dziecka, które gdzieś w głębi nich tkwi. Moje wewnętrzne dziecko jest na mnie mocno wkurwione, bo przez pandemię koronawirusa i wojnę w Ukrainie nie mam ochoty na żadną zabawę. Sprawdź, czy Twoje wewnętrzne dziecko czuje się podobnie!
Dzień Dziecka — czy jest co świętować?
Można powiedzieć, że do wybuchu pandemii świat jako tako się toczył. Jednym było lepiej, innym nieco gorzej, ale pewne sprawy mogły zależeć od samego człowieka. Nie chciało mu się pracować, to biedował, chciało mu się pracować — miał pieniądze. Pandemia koronawirusa pozamykała nas wszystkich w domach. Chociaż jestem introwertykiem i zamknięcie w domu nie było dla mnie jakimś szokiem, to szokiem były przymusy odgórne (rządowe nakazy i zakazy). Pustki na ulicach w początkowej fazie epidemii też nie były miłe. System zamknął nas przy 100 osobach zakażonych, wypuścił fizycznie i psychicznie przemielonych po 2 latach. Wybuch wojny w Ukrainie pozamiatał temat pandemii. Choroba zakaźna jest już traktowana jak grypa, chociaż doniesienia z Chin nie są w tej kwestii dobre.
Co gorsza, w nasze życie wpierdala się małpia ospa. To kolejna sytuacja, która może otworzyć furtę do rządowych nakazów i zakazów. Na dodatek świat ludzi dorosłych musi zwalczać problemy związane z finansami — szalejąca inflacja, drastyczne wzrosty cen i płace w wielu przypadkach bez zmian generują pytanie: jak dalej żyć? Każdy (nawet największy dureń) widzi, że na naszych oczach zmienia się system, a demokracja przechodzi do historii. Rodzi się nowoczesny totalitaryzm. Inaczej tego nie nazwę.
Prezent na Dzień Dziecka dla dorosłych
Gdybym mogła, to z okazji Dnia Dziecka bym przeniosła się w czasie do lat 90. XX wieku. Dokładnie tak chciała zrobić Maryśka w II części „Bożej Podszewki”. Kultowa scena z zegarem nigdy nie wyjdzie z moich myśli. Czuję się trochę jak obłąkana główna bohaterka, która nie może pogodzić się z tym, że po II wojnie światowej nastały zupełnie nowe czasy. Do kurwy nędzy, człowiek sam zmienił sobie system, a inny człowiek mu na to pozwolił.
W latach 90. XX wieku kultura była inna. Nie będę już wytykać, że ludzie wydawali prawie pół pensji na książki. Chodzili na koncerty. Aktywnie uczestniczyli w życiu kulturalnym. Dzisiaj na wydarzeniach niszowych jest więcej organizatorów niż publiczności. Tego w latach 90. XX wieku nie było. Lipińską z jej wypocinami by wyśmiali, tak samo, jak by wyśmiali wymuskane komercyjne przeboje. Był inny poziom zainteresowania ludzkości kulturą (dzisiaj artystycznym obajwieniem jest gazetka promocyjna z Biedry). Wybaczcie, ale takie jest moje zdanie. Dzisiaj na topie jest tylko ten, komu pozwoli na to wydawnictwo lub wytwórnia, a także komercyjne media. A pod koniec XX wieku dla wszystkich było miejsce. Może nie było łatwo zaistnieć, ale nie było tak trudno jak teraz.
Dokąd zmierza świat? Pomyśl o tym w Dzień Dziecka
Po mojemu świat zmierza ku upadkowi. Zmierzch cywilizacji zapowiadałam już w czasach, gdy Obama dostał Pokojową Nagrodę Nobla, a w mojej ocenie niewiele miał dokonań na tym polu. O zmierzchu cywilizacji byłam przekonana, gdy prezydentem USA został Donald Trump. Nie mogłam też uwierzyć w to, co się dzieje w naszej narodowej zagrodzie. Polacy sprzedali się za 500 plus, za trzynastki i czternastki emeryckie. Krajowy syf przykryły opary nadlatujące od wojny w Ukrainie. Sowiecki imperialista, szanowny pan Władimir Władimirowicz Putin, postanowił sobie zjeść kawałek świata. Imperialistyczna dziadyga oby połamała sobie zęby na tym torcie! W XXI wieku wojna i ludobójstwo to zjawiska niedopuszczalne. Nie ma znaczenia czy ktoś tę wojnę sprowokował, czy jest ona efektem mrocznej wyobraźni Putina — człowiek nie ma prawa zabijać człowieka. Tak, to moje zdanie osobiste — jeszcze jest w tym kraju wolność słowa. Nienawidzę polityków, bo ich wszystkich mocno pojebało. Takich jaj nie było chyba od śmierci Stalina. No może były, ale nie tak blisko nas. Jeśli któryś się obrazi, to zadziała to na zasadzie „uderz w stół”.
Wracając z nostalgią do końcówki XX wieku, to chociaż to może zabrzmi niepoprawnie, to był sobie Michael Jackson (król popu, zdegradowany w XXI wieku do poziomu pedofila). Wraz z innymi artystami brał udział w projeckie USA For Africa. Chodzi mi o utwór „We Are The World”. Obecnie takowy musieliby dla świata zaśpiewać chyba najbardziej wyrozumiali kosmici.
Share On Facebook
Tweet It




