„Jedz, módl się, kochaj” to film z z 2010 roku z gwiazdorską obsadą, który powstał na podstawie książki napisanej przez Elizabeth Gilbert pod tym samym tytułem. Książka powstała – będę to podkreślać – na konkretne zamówienie jednego z amerykańskich wydawnictw, określana jest jako autobiograficzna – cóż, jak dla mnie jest to autobiografia wykreowana za czyjeś duże pieniądze (czyli nic innego jak wydawniczy biznes).
Faktycznie, autorka idealnie wbiła się w modę na rozwój osobisty i duchowy – ta książka była prawie że lekturą obowiązkową wśród kobiet, które starały się odmienić swoje życie. Głowna bohaterka już przed trzydziestką ma wszystko, co w życiu potrzebne – wszystko, prócz poczucia szczęścia. Chcąc odnaleźć siebie wyjeżdża do Włoch (jedzenie), następnie do Indii (modlitwa), a na końcu odnajduje największą miłość swojego życia w jednym z indonezyjskich rajów (kocha).
Tak, z mocnym powątpiewaniem podchodziłam do tej historii (w ogóle nie byłam zainteresowana książką) – prawdą jest, że wiele kobiet chce odmienić swoje życie w okolicach trzydziestego roku życia, ale zupełnym zakłamaniem jest to, że każda kobieta może pozwolić sobie na takie super wakacje. Historię ratuje gwiazdorska obsada – Julia Roberts i Javier Bardem. W prawdziwym życiu rozwój osobisty i duchowy to nie jest kwestia trzech udanych zagranicznych wycieczek – proces ten u każdej kobiety przebiega inaczej i nie jest powiedziane, że każdej pani uda się zdobyć serce przystojniaka z Brazylii.

Oczywiście na powstaniu książki najwięcej skorzystał wydawca – sama książka była prawdziwym międzynarodowym hitem, ale ja tej historii w ogóle nie łykam.
Tagi: Javier Bardem, Julia Roberts
Share On Facebook
Tweet It





