Wszyscy mi mówią, że jestem wyjątkowo złośliwym babskiem i że jak mam się do czego przyczepić, to się przyczepię, no Gesslerowa literackiego światka… I nagle ni stąd, ni zowąd dostałam najtrudniejsze w mojej karierze zadanie – napisać rzeczowo, konkretnie i jeszcze żeby się adresaci nie poobrażali – no koszmar ponad moje siły. Ale dam radę, stanę nad sobą z kijem i dam radę!
Co zostało z grup literackich w Łodzi?
Hmmm… grupy literackie – nie bardzo się daje opisać, bo to już nie grupy, a grupki, szczepy i plemiona. Dawno, dawno temu średnia taka grupa liczyła 30-40 osób, teraz jest to 6-10 osób najwyżej. Młodzi uprawiają sobkostwo, gwiazdorzą na własną rękę, prą na szkło jak ruskie czołgi, a i starsi się zbiesili… Niedobitki, których nie wytłukły choroby, życie, wnuki, zanik mocy pisarskich też na siłę gwiazdują (nie mylić z gniazdowaniem), zostało ledwie kilka osób oddanych dobru ogółu.
Ale nie miało być o osobach, więc grupy: Akant, W kręgu Kaliope (Aleksandrów Ł.), Vena, Kamena, Centauro, Dom Literatury, Limeryk, Oddział ZLP, Fundacja Imienia Stanisława Pomian – Srzednickiego, Karavel Art i grupy na fb, które rosną jak grzyby po deszczu, więc je pominę, zwłaszcza że naprawdę wartość literacka utworów tam zamieszczanych jest łagodnie mówiąc różna. No co? Próbuję nie obrażać!
Cześć! Jesteśmy Stowarzyszenie
Dom Kultury Niezależnej!
Podaruj nam 1,5%!
Nasz KRS 0000543423.
Dziękujemy!
Nie ma już dawnych grup literackich w Łodzi
Grupy mają swoich szefów, liderów, głównodowodzących – nieważne jak zwał, jednakże jest to ogólny miszmasz. Nie ma stricte grup literackich. Nie musicie się ze mną zgadzać, każdemu wolno myśleć swoje. Nie ma już dawnego Akantu, Powrotu, Motyla. Nie ma niemal rodzinnych układów, wzajemnej pomocy i zrozumienia, bardziej przypomina to wyścig szczurów niż działalność literacką. Owszem są warsztaty, bywają czasami jakieś antologie, wydawnictwa grupowe, są spotkania, ale nie ma wspólnego pogadania, wspólnego pisania, wspólnego wydawania grupowych tomików i wspólnych, grupowych spotkań literackich, jak to drzewiej bywało w Motylu, Powrocie…
Część grup zupełnie zmieniła profil na kabaretowe, teatralne, muzyczne. Nawet te pojedyncze wieczory autorskie straciły wiele ze swego uroku, ze swojej uroczystej oprawy, ze staranności w doborze wierszy i piosenek. Wykonawcy nie wykazują wielkiej dbałości o interpretację. Byle często, byle dużo, byle szybko, więcej, więcej, więcej… Czyli ogólnoświatowy trend trafił pod literackie strzechy.
To nie to, co kiedyś…
Ja już niewiele bywam, jakoś jestem tym wszystkim zmęczona, a i chętnych do zabierania mnie nie widać… Nie jestem w stanie „dostarczyć się sama”, a na taxi mnie nie stać. Pozostaje publikowanie w internecie, które grozi kradzieżą, nagminne jest wykorzystywanie pomysłów, sformułowań, a nawet przerabianie całych wierszy i umieszczanie ich ze swoim podpisem. Niesmaczy mnie również używanie do pisania sztucznej inteligencji, kiedy ma się jakąkolwiek, ale własną, szukanie pomocy we wszelkich stronach z rymami i gotowcami, jednym słowem może się starzeję i gorzknieję, ale to nie to, co kiedyś…
Jolanta Miśkiewicz
Artykuł powstał dzięki dotacji przyznanej przez Narodowy Instytut Wolności-Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego.
Tagi: grupy literackie w Łodzi, NIW - CRSO






Share On Facebook
Tweet It




