„Perypetie Świnki Quick” nie są powieścią, zbiorem szkiców, opowiadań, esejów, felietonów, nie są także opowiastkami, jak przeczytałam w innej recenzji. I choć każda część (rozdział? Opowieść?) zawiera wiersz nie są tomikiem. Czym więc są? Perypetiami – to najwłaściwsze określenie. Łączą w sobie elementy wszelakich form i rodzajów literackich a już samo ich pogodzenie jest dużą sztuką, nie robiąc przy tym epickiego bigosu z wierszowaną wkładką. Czy to jest fantastyka? Tak, tyle że jak najbardziej realna. Sprzeczność? Niekoniecznie. Cały e-book jest pełen sprzeczności, które się nie wykluczają, a uzupełniają.
Nie zgadzam się z tym, że to książka tylko dla dorosłych. Powinny przeczytać ją dorastające dziewczyny zapatrzone w Szaflandię, żyjące jednym liściem sałaty dziennie, powinni przeczytać chłopcy, rwący się do molochów korporacyjnych lub na londyńskie zmywaki. Jest przeznaczona dla czytelników od 14 do 114 lat. Powinny ją czytać jako podręcznik różne grupy zawodowe: medyczne, socjalne, budowlane, urzędnicze itd. Mimo wszystko jest to także powieść, głęboka, smutna, poruszająca i z happy endem. Swoiste poczucie humoru autorki powoduje śmiech, jednak z nutą goryczy. Dla niektórych osób może się wydawać wręcz obrazoburcza, ale czytać ją należy jakby podwójnie. To swoisty młot na dzisiejsze czarownice.
Zgutce udało się piętnować tych, którzy piętnują, ośmieszyć ośmieszających i wyjść, a raczej wylecieć z tego obronną ręką. Polecam „Świnkę” jako studium na warsztaty dla początkujących pisarzy, niektórym zaawansowanym również nie zaszkodzi. Polecam piszącym i czytającym. Nawet, jeśli przeczytają tylko wierzchnią warstwę nie pożałują.
Jolanta Miśkiewicz

Tagi: e-book, krótka forma literacka, recenzja
Share On Facebook
Tweet It





