Radio milczy. Telewizja odwraca wzrok. Te trudne lata dla twórców i artystów niezależnych to dziś niestety codzienność. Problem wcale nie leży w pustym portfelu muzyków. Zespoły zagrają bez prądu, jeśli zajdzie taka potrzeba. Prawdziwym dramatem jest potężna, systemowa niechęć wielkich mediów do autentycznej muzyki. Dlaczego stacje komercyjne tak bardzo boją się podziemia? Czas obnażyć tchórzostwo głównego nurtu.
Playlisty zabetonowane przez strach
Dyrektor muzyczny w komercyjnym radiu nie szuka już dobrych piosenek. On szuka świętego spokoju. Duże stacje to dzisiaj zamknięte, pancerne twierdze. Każda playlista ustala się na podstawie chłodnych badań rynkowych. Jeśli utwór ma nietypowe metrum, brudny bas albo chropowaty wokal, od razu ląduje w koszu.
To właśnie przez taki bezduszny algorytm radiowy mamy dziś tak trudne lata dla twórców i artystów niezależnych. Media wolą po raz tysięczny zagrać letni, plastikowy hit. Panicznie boją się zaryzykować. Boją się, że zaskoczony słuchacz nagle zmieni stację podczas bloku reklamowego. Niezależny muzyk to dla nich po prostu finansowe zagrożenie.
Cześć! Jesteśmy Stowarzyszenie
Dom Kultury Niezależnej!
Podaruj nam 1,5%!
Nasz KRS 0000543423.
Dziękujemy!
Telewizja nie chce prawdziwych emocji
Spójrzmy na wielkie festiwale telewizyjne. Od dekad grają tam dokładnie ci sami ludzie. Zmieniają tylko cekiny na marynarkach. Telewizja śniadaniowa wpuści muzyka z undergroundu tylko wtedy, gdy ten założy śmieszną czapkę i zgodzi się na głupkowaty uśmiech na kanapie.
Prawdziwe emocje są dla telewizji skrajnie niewygodne. Wymagają skupienia i myślenia. A mainstream od lat traktuje swojego odbiorcę jak bezmyślnego konsumenta dźwiękowej papki. Omijanie szerokim łukiem ambitnych i nieszablonowych projektów to tam standardowa, cicha procedura.
Bunt na krótkiej, korporacyjnej smyczy
Wielkie media lubią bunt w muzyce. Ale akceptują tylko ten koncesjonowany. Musi być wykreowany przez dział marketingu i ładnie wyglądać w teledysku. Zespół z łódzkiej piwnicy mówi prawdę prosto w oczy. Nie ma nad nim kontroli. Dlatego dziennikarze z głównych stacji po prostu go ignorują. Wolą udawać, że lokalna scena niezależna w ogóle nie istnieje.
Te trudne lata dla twórców i artystów niezależnych wynikają wprost z brutalnej cenzury estetycznej. Jeśli nie brzmisz jak gotowy produkt z taśmy montażowej wytwórni, po prostu nie istniejesz w wielkim eterze. Jesteś dla nich niewidzialny.
Zbojkotowani, ale wciąż niepokonani
Blokada medialna jest dzisiaj wyjątkowo szczelna. Jednak underground ma asa w rękawie. Całkowicie przestał przejmować się łaską radiowych dyrektorów. Nawet jeśli nadeszły tak trudne lata dla twórców i artystów niezależnych, ta jawna ignorancja mediów tylko ich hartuje.
Artyści mają internet i swoje mroczne kluby. Nie potrzebują klepania po plecach od prezentera w garniturze. Komercyjne media mogą ich bojkotować w nieskończoność. Prawda jest jednak taka, że to radio i telewizja tracą na tym najwięcej. Stają się po prostu nudne i do bólu przewidywalne.
Artykuł powstał dzięki dotacji przyznanej przez Narodowy Instytut Wolności-Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego.
Tagi: artyści niezależni, cenzura w muzyce, felieton, mainstream vs underground, media a muzyka, NIW - CRSO, radio komercyjne, rynek muzyczny, łódzka scena niezależna


Share On Facebook
Tweet It





