Czasami Łódź po prostu mnie dusi. Wszechobecny beton i hałas stają się nie do zniesienia. Wtedy odcinam się od tego całego chaosu. Moją samotnią staje się Las Łagiewnicki. To idealne miejsce na złapanie głębokiego oddechu. W dzisiejszym felietonie opowiem o sztuce wyciszenia. Zastanowimy się wspólnie, czy da się tworzyć z dala od zgiełku miasta.
Przebodźcowanie w betonowej dżungli
Żyjemy w ciągłym, potężnym pędzie. Nasze telefony wibrują dosłownie co chwilę. W centrum Łodzi nieustannie słychać sygnały karetek. Hałas starych tramwajów wwierca się prosto w głowę. Taki miejski szum bywa oczywiście bardzo inspirujący. Daje on kopa do ostrego, artystycznego działania. Czasami jednak ten nadmiar bodźców totalnie paraliżuje. Głowa staje się ciężka i zupełnie pusta. Wtedy trzeba powiedzieć sobie stanowcze dość.
Cześć! Jesteśmy Stowarzyszenie
Dom Kultury Niezależnej!
Podaruj nam 1,5%!
Nasz KRS 0000543423.
Dziękujemy!
Las Łagiewnicki jako łódzki azyl
Pakuję wtedy stary plecak i odpalam auto. Ucieczka do Lasu Łagiewnickiego to mój sprawdzony rytuał. To jeden z największych lasów miejskich w Europie. Mamy to zielone bogactwo dosłownie na wyciągnięcie ręki. Wchodzę między drzewa i nagle zapada absolutna cisza. Słychać tylko szum wiatru i śpiew ptaków. Powietrze pachnie tam wilgotną ziemią i mchem. To niesamowity kontrast dla duszących, miejskich spalin. Tutaj czas płynie zupełnie innym rytmem.
Czy w ciszy rodzi się najlepsza sztuka?
Zawsze uważałem się za mocno miejskiego twórcę. Potrzebowałem tego brudu i pędu do pisania. Z wiekiem zaczynam jednak doceniać totalny spokój. Las pozwala usłyszeć swoje własne, tłumione myśli. W ciszy znacznie łatwiej poukładać sobie trudne tematy. Brak zasięgu w głębi lasu to wielkie błogosławieństwo. Nikt niczego ode mnie w tym momencie nie chce. Moje najlepsze pomysły wciąż rodzą się w samym środku miasta. Są jednak twórcy, którzy właśnie w lesie szukają artystycznej inspiracji. Wielu łódzkich artystów odnajduje tu swoją zagubioną wenę.
Balans między zgiełkiem a naturą
Nie potrafiłbym jednak zamieszkać tam na stałe. Szybko zanudziłbym się tą całą leśną sielanką. Prawdziwa sztuka potrzebuje przecież tarć i międzyludzkich konfliktów. Ucieczka do Lasu Łagiewnickiego to dla mnie tylko chwilowy detoks. Ładuję tam swoje wewnętrzne baterie do pełna. Potem wracam z nową energią na nasze łódzkie ulice. Miasto daje mi niezbędny, twardy materiał. Las po prostu pozwala mi odzyskać spokój ducha.
Artykuł powstał dzięki dotacji przyznanej przez Narodowy Instytut Wolności-Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego.
Tagi: artysta w lesie, felieton, Las Łagiewnicki, NIW - CRSO, odpoczynek w mieście, twórczość, ucieczka do Lasu Łagiewnickiego, wena, Łódź


Share On Facebook
Tweet It





