Najnowszy, siódmy sezon „Virgin River” zadebiutował na platformie Netflix. Premiera miała miejsce 12 marca 2026 roku. Fani długo czekali na kontynuację losów Mel i Jacka. Produkcja znów zaprasza nas do malowniczego miasteczka. Sprawdziłam, jak wypadają nowe odcinki. Oceniam mocne i słabe strony tej odsłony. Zobacz, czy warto poświęcić czas na ten seans.
Sielanka bez przeskoków w czasie
Twórcy podjęli bardzo dobrą decyzję. Siódmy sezon rozpoczyna się dokładnie tam, gdzie zakończył się poprzedni. Nie uświadczymy tu żadnego sztucznego przeskoku w czasie. Od razu wracamy do bieżących problemów bohaterów. Obserwujemy pierwsze kroki Mel i Jacka w małżeństwie. Widzimy zmagania Denny’ego i Lizzie z nadchodzącym rodzicielstwem. Fabuła jest dzięki temu bardzo spójna. Widz nie czuje się zagubiony.
Cześć! Jesteśmy Stowarzyszenie
Dom Kultury Niezależnej!
Podaruj nam 1,5%!
Nasz KRS 0000543423.
Dziękujemy!
Mocne strony siódmego sezonu
Twórcy nie zawiedli w kwestii unikalnego klimatu. „Virgin River” to nadal absolutny król tak zwanego „comfort watching”. Miasteczko wciąż emanuje ciepłem i niesamowitym spokojem. Bardzo mocnym punktem jest wątek Doc’a. Walczy on o swoją klinikę z wielkim, miejskim szpitalem. Tim Matheson gra tutaj po prostu znakomicie. No ale sprawa jest za bardzo przewidywalna. Przecież inaczej w tym serialu być nie mogło!
Słabe punkty najnowszej odsłony
Niestety, scenariusz wciąż mocno opiera się na telenowelowych schematach. Akcja momentami niemiłosiernie zwalnia. Twórcy uparcie ciągną bardzo męczący trójkąt miłosny. Rozterki pomiędzy Brie, Mikiem i Bradym stają się już nudne. Mnie męczy też ta pogoń za potomstwem głównej serialowej pary. Ogólnie rzecz ujmując, przebrnęłam przez ten sezon podsypiając. Nie wiem, ile razy próbowałam przejść przez nowe odcinki. Dzisiaj mamy 23 marca 2026 roku. To zdecydowanie za długo od premiery siódmego sezonu.
Dla kogo jest ten serial i czy warto?
To pozycja obowiązkowa dla wiernych fanów takich serii. Fabuła musi po prostu dziać się w uroczych i klimatycznych miasteczkach. Jeśli lubisz wolne tempo, poczujesz się tu świetnie. Serial idealnie sprawdza się na leniwe, weekendowe popołudnia. Nie znajdziesz tu jednak mrocznych zagadek ani szybkiej akcji. To urocza, choć miejscami naiwna obyczajówka. Czy warto oglądać? Zdecydowanie tak, o ile zaakceptujesz jej mydlany charakter. Netflix oficjalnie zamówił już ósmy sezon. Historia z pewnością szybko się nie skończy.
Tagi: co obejrzeć, comfort watching, Mel i Jack, Netflix, obyczajowe, recenzja, seriale 2026, seriale Netflix, Virgin River, Virgin River sezon 7
Share On Facebook
Tweet It





