Wszyscy bez przerwy gapimy się w ekrany. Mówi się, że artysta bez Facebooka, Instagrama i TikToka dziś po prostu nie istnieje. Jesteśmy w sieci bez przerwy. Czujemy jednak ogromne, psychiczne zmęczenie. Zastanawiamy się nad długim, cyfrowym odwykiem. Wtedy pojawia się panika. Czy detoks od social mediów to dla twórców i artystów medialna śmierć? Wszyscy wokół straszą nas całkowitym zapomnieniem. Ja jednak uważam zupełnie inaczej. Przeczytajcie dlaczego.
Niewolnicy bezlitosnych algorytmów
Staliśmy się zakładnikami naszych własnych telefonów. Internetowe algorytmy bywają dla nas niezwykle okrutne. System karze twórców za każdy dzień milczenia. Brak nowych postów oznacza drastyczny spadek widoczności. Twoja sztuka błyskawicznie znika z feedu odbiorców. Powrót po dłuższej przerwie bywa przecież szalenie trudny. Trzeba budować swoją pozycję w sieci od zera. To budzi w artystach ogromny, paraliżujący strach. Boją się oni utraty wypracowanych zasięgów i ciężko zdobytych kontaktów.
Cześć! Jesteśmy Stowarzyszenie
Dom Kultury Niezależnej!
Podaruj nam 1,5%!
Nasz KRS 0000543423.
Dziękujemy!
Zdrowie psychiczne czy wirtualne lajki?
Ciągła obecność w sieci mocno niszczy naszą psychikę. Wpadamy w pułapkę ciągłego porównywania się z innymi twórcami. Liczba serduszek staje się głównym wyznacznikiem artystycznej wartości. To niesamowicie niebezpieczne i bardzo toksyczne zjawisko. Detoks od social mediów daje nam niezbędne wytchnienie. Pozwala bardzo szybko odzyskać wewnętrzny spokój. Zmęczony i przebodźcowany mózg nie wymyśli niczego odkrywczego. Ratowanie własnej głowy jest zdecydowanie ważniejsze niż internetowa popularność.
Prawdziwa sztuka wymaga absolutnej ciszy
Autentyczna kreatywność od zawsze wymaga ogromnego skupienia. Szybkie scrollowanie rolek skutecznie zabija w nas nowe pomysły. Powiadomienia nieustannie odrywają nas od pracy twórczej. Cyfrowy odwyk pozwala na szybki powrót do głębokiego skupienia. Możemy wreszcie bardzo wyraźnie usłyszeć własne myśli. To właśnie w takiej absolutnej ciszy powstają najlepsze dzieła. Wylogowanie się ratuje naszą twórczość przed bylejakością. Sztuka potrzebuje czasu, a nie pośpiechu i filtrów.
Zniknięcie z sieci to nie koniec świata
Usunięcie aplikacji z telefonu to naprawdę nie jest artystyczne samobójstwo. Istnieją zupełnie inne drogi do wiernej publiczności. Odbudowuje się znaczenie tradycyjnych, fizycznych wystaw i spotkań autorskich. Spotkania na żywo dają znacznie głębszą relację z odbiorcą. Lojalni fani i tak bez problemu znajdą drogę do swojej ulubionej sztuki. Media społecznościowe to w końcu tylko jedno z wielu narzędzi. Czasem warto rzucić je w kąt i po prostu zacząć żyć.
Artykuł powstał dzięki dotacji przyznanej przez Narodowy Instytut Wolności-Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego.
Tagi: felieton, social media


Share On Facebook
Tweet It





